Rano zostaliśmy obudzeni przez lokalnych dziennikarzy, którzy gorliwie przyszli przed czasem. Mieliśmy rano udzielać wywiadów, ale wyszło tak, że filmowano i fotografowano wszystko to, co należało do naszych porannych obowiązków. Po uporaniu się ze wszystkimi pracami mogliśmy wreszcie oficjalnie powitać gości. Ksiądz opowiedział historię rajdową, dziennikarze zrobili parę fotek, a my udaliśmy się w końcu w dalszą podróż.
Krasnal zapowiedział, że tego dnia będzie do pokonania jedynie 80km, co z lekka rozentuzjazmowało grupę. Zaraz po wyjeździe z Kiejdan spotkaliśmy kolejnego sakwiarza, tym razem Łotysza, który zwiedzał sobie środkową Europę na rowerku. Potem ruszyliśmy dalej. Niestety droga była znowu prosta, płaska i nudna, a na dodatek bardzo ruchliwa. Musieliśmy więc raczej jechać gęsiego, co powodowało takie znużenie, że zdarzało się czasem przysypiać w czasie jazdy...
Całe szczęście ksiądz znalazł świetne miejsce na obiad - stary młyn przerobiony na restaurację, do którego przylegał nieźle wyposażony plac zabaw. Oczywiście po posiłku wszyscy rzucili się na huśtawki, karuzele i zjeżdżalnie tak, jakby mocno stęsknili się za dzieciństwem - prym w tym wiedli studenci :-P Największym powodzeniem cieszyła się karuzela, na której kładło się kilka osób, które następnie były rozkręcane przez pozostałych do granic wytrzymałości. Niektórzy źle znieśli połączenie obiadu i atrakcji poobiednich i taki Rzywy na przykład zwrócił cały posiłek zanim zdążyliśmy dosiąść naszych rowerów...
Późnym popołudniem dotarliśmy do miasta Szawle, gdzie rozlokowaliśmy się na sali gimnastycznej. Następnie wsiedliśmy do autokaru i udaliśmy się na pobliską Górę Krzyży, do której pielgrzymują tysiące ludzi i każdy z nich zostawia krzyż na miejscu. Efekt jest prawdziwy las najróżniejszych krzyży pozostawionych przez pielgrzymów także z Polski. Przy tej górze odprawiliśmy mszę świętą, w czasie której Krasnal wreszcie zdecydował się zaśpiewać psalm. Śmiechu było co nie miara, ale bynajmniej nie z powodu braku talentu, czy złego wykonania Krasnala. Chodziło raczej o całokształt: najpierw ksiądz nie mógł poradzić sobie z butelką wina mszalnego, potem Krasnal zarzekał się, że przy kamerach nie zaśpiewa, a potem, gdy już śpiewał, miał bardzo ciekawą minę, gdy zobaczył, że jest filmowany :-)
W bardzo dobrych humorach wróciliśmy do miasta, gdzie zjedliśmy kolację i zakończyliśmy dzień apelem jasnogórskim.
DST: 100,5km (zamiast obiecanych 80km)
AVS: 20,2km/h